Osaka -Tokio, dzień 10

Miał to być spokojny dzień tranzytowy, w którym nic się nie dzieje: na spokojnie udaliśmy się na dworzec, zakupiliśmy jedzenie na podróż i udaliśmy się do naszego pociągu...

 

Ale gdy dotarliśmy do hotelu przed 15 wstąpił w nas jakiś duch zły. Musicie wiedzieć, że nasz hotel leży tuż na granicy dzielnicy Akihabara, która to jest dzielnicą popkulturowej rozpusty. Na dodatek okazało się, że najlepiej oceniany sklep z figurkami z drugiej ręki jest zaraz tuż obok, podobnie jak nie jeden a dwa sklepy z modelami (na wejściu zaatakowali na ułani). Powiem tak, rozważamy czy dokupić bagaż czy też puścić nadmiar drogą morską. Decyzje zapadną jutro, gdyż w zasadzie na jutro zaplanowaliśmy zakupy. Japonia jest pod tym względem bardzo zwodnicza, gdyż słaby yen prowokuje żeby się puścić poręczy, a portfel tylko cicho kwili. 



Potem odwiedziliśmy jeszcze ze 4 kolejne sklepy z figurkami i innym merchem, co nas już totalnie skołowało i przebodźcowało. Szczególnie ciekawe są rozkminy, jak się kupuje w sklepach z tzw “używkami”. Btw. pojęcie bardzo szerokie - mogą to być od nowości nie rozpakowane figurki, z którymi jakiś kolekcjoner postanowił się rozstać, a mogą być np wcale nie nisko wycenione malutkie figurki z mystery boxow - zastanawialiśmy się skąd wynika nieproporcjonalnie wysoka cena niektórych z nich i mamy teorię, że z rzadkości występowania oraz tego, że nie ryzykujesz kupując kota w worku. Anyway, prawie tam wyzionęliśmy ducha.


Na szczęście miałam zapisany adres ramenowy w Akihabarze i to był dobry ramen, ratujący honor Japonii. Postawił nas na nogi i dzięki temu mogliśmy odrobić punkty programu, które z powodu złej pogody odpuściliśmy poprzednio. Zatem z Akihabary pojechaliśmy do Shibui obejrzeć słynne przejście. W sumie przejście jak przejście - jakoś nie łapię o co tyle hałasu. Żeby poczuć trochę klimat okolicy zrobiliśmy spacer do Harajuku. Tam było spokojniej, tym bardziej że większość sklepów różnych luksusowych marek, które tam urzędują już była zamknięta. Ale jak się weszło w Cat street to klimat był fajny.

 

Pozostając w klimatach kocich rzutem na taśmę podjechaliśmy jeszcze do Shinjuku, żeby obejrzeć kota w 3d. Kolejny punkt, który mnie jakoś bardzo nie poruszył. Kot pojawia się na dłużej raz na 15 minut i to dłużej to jest jakieś 3 minuty, a poza tym leci blok reklamowy. Wystarczy obejrzeć w necie, nie trzeba po to lecieć do Japonii.
Jutro nasz ostatni dzień japońskiej wycieczki. Rano planujemy udać się do świątyni, żeby pomodlić się za nasze portfele, a potem hulaj dusza piekła nie ma…


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie z Tajpej i nocny Hong Kong

Krótki wpis o właściwym zachowaniu w świątyni tajwańskiej

Notka konkursowa