Posty

Wyświetlam posty z etykietą Hangzhou

Dzień piętnasty, w lesie pagód

Obraz
No dobrze, nie poszliśmy tak od razu do miejscowego Carrefoura na zakupy. Najpierw pojechaliśmy na naszą ostatnią wycieczkę w Hangzhou. Miejski autobus za 2Y/os zawiózł nas w pobliże Pagody Liuhe Ta (można to tłumaczyć jako Pagodę Sześciu Harmonii, ale też jako Pagod ę Liuhe od imienia chłopca, który według lokalnych wierzeń poskromił Smoka-Króla Rzeki). Wleźliśmy na sam szczyt pagody, niestety widok nie był tak zachwycający, jak mógłby być, z powodu zamglenia. Przede wszystkim okazało się, że Hangzhou leży nie tylko nad jeziorem, ale i nad potężną rzeką, szerokości co najmniej kilometra. Co ciekawe, budynek z zewnątrz ma 13 pięter, a od środka tylko siedem. W czasach historycznych służył za latarnię hm... rzeczną. jaka wielka... pagoda! Nastepnie powłóczyliśmy się po wzgórzowym parku, gdzie znajdują się miniatury pagód z całych Chin. Znalezliśmy nawet kilka takich, które widzieliśmy "na żywca" w czasie tej lub poprzedniej podróży po Kraju Środka. Bardzo się nam ten par...

Dzień czternasty, czyli relaks

Obraz
Po przedwczorajszym maratonie postanowiliśmy trochę sobie odpuścić i spokojnie pospacerować wokół jeziora, często przysiadując na ławeczkach. Żeby lepiej wtopić się w tłum wzięłam nawet parasolkę, bowiem Chinki używają parasoli i na deszcz i na słońce (zresztą zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem). Zatem najpierw przemieściliśmy się autobusową linią turystyczną do wejścia na groblę Su i spacerowym krokiem zaczęliśmy się przemieszczać w tłumie Chińczyków (i nie tylko; już dawno nie widziałam tylu białych twarzy ;)). Takie leniwe spacerowanie było miłą odmianą po bieganiu po wzgórzach... grobla Su (苏堤) I tym spacerowym krokiem przebyliśmy całą groblę Su i udaliśmy się do „naszej” herbaciarni, gdzie miło spędziliśmy najgorętsze godziny dnia. Pokrzepieni owocami i herbatą, postanowiliśmy jednak trochę się powspinać, więc ruszyliśmy na poszukiwanie małej, zagubionej wśród nadjeziornych wzgórz świątyni taoistycznej. Najpierw trafiliśmy do Pagody Wielkiego Buddy, skąd rozcierał się przepiękny ...

Dzień trzynasty, albo dalsze podróże po Hangzhou i okolicy

Obraz
Zainspirowani wczorajszą wizytą w herbaciarni (chyba się tam jeszcze wybierzemy) wybraliśmy się dzisiaj do Muzeum Herbaty. Był to niemały spacer, bowiem muzeum owo znajduje się wśród wzgórz po przeciwnej (niż nasza) stronie jeziora, ale warto było. W nowocześnie zaaranżowanych salkach można zapoznać się z historią herbaty (w Chinach), dokładną klasyfikacją rodzajów herbaty ze względu na sposób przygotowania i obróbki, a także z dokładnym instruktażem prawidłowego zaparzania i podawania. Dowiedziałam się wielu zaskakujących rzeczy, min., że krzewy herbaciane są krzewami tylko przez działania człowieka, a dzikie wyrastały na całkiem spore drzewa. plantacje herbaty w okolicy Longjing W muzealnym sklepiku zakupiliśmy książeczkę zawierającą te wszystkie informacje oraz, oczywiście, miejscową herbatę Longjing cha (jej nazwę -龙井 - tłumaczy się jako „smocza studnia”). Po tej interesującej wizycie zrobiliśmy przerwę na lunch, w czasie którego Paweł musiał zmierzyć się z chińską pszczołą (...

Dzień dwunasty - dalsze rajdy po Hangzhou

Obraz
Wczoraj postanowliśmy ruszyć spacerkiem wzdłuż Jeziora Zachodniego i tak też uczyniliśmy, robiąc tylko postój na kawę z ciastkiem (śniadanie w hotelu co prawda mamy, ale jest ono w wersji jedynie chińskiej, i to raczej ubogiej i kiepskiej). Ruszyliśmy w stronę północno-zachodnią jeziora, delektując się przyjemnym, lekkim wiaterkiem i ładnymi widokami. Chińczyków jest tu zatrzęsienie, a białych jakoś dziwnie mało, co (chyba?) powoduje, że wszyscy się na nas gapią. widoki nad Jeziorem Zachodnim (Xi hu) Gdy już nas to zmęczyło, uciekliśmy z głównej trasy do pięknych ogrodów, gdzie mogliśmy odpocząć od wścibskich spojrzeń. Zwiedziliśmy min. mały, ale bardzo urokliwy park, należący do Towarzystwa Rytowników Pieczęci. ogród Towarzystwa Rytowników Pieczęci W międzyczasie zgłodnieliśmy już nieco, a poza tym chcieliśmy przeczekać największy upał, więc zaczęliśmy się rozglądać za jakąś restauracją. W związku z tym odeszliśmy znad brzegu jeziora, gdyż tam mieszczą się głównie kawiarnie. Chwilę po...

Dzień jedenasty - oko w oko z tajfunem, oraz nocne wyjście na sichu

Obraz
No dobrze, nie na "sichu", tylko Xi hu ( 西湖), czyli Jezioro Zachodnie. Ale, jak mawiają autorzy kiepskich kryminałów, "nie uprzedzajmy faktów". Wczoraj wieczorem, z okazji chińskiego Święta Środka Jesieni (中秋节), nakupowaliśmy w pobliskim sklepiku tradycyjnych "księżycowych" ciasteczek ryżowych, które spożyliśmy w zaciszu hotelowego pokoju. Była okazja, żeby znowu nawiązać do pierwotnie zakładanego leit-motivu bloga, czyli świnek pekinek. Świnki pekinki życzą wesołego Święta Środka Jesieni! Dzisiejszy poranek nadal trzymał nas w niepewności, co do dalszych planów podróży. Około 10.00 było jednak jasne, że 台风 ( taifeng), czyli nasz swojski tajfun, nie odpuszcza, i o podróży statkiem możemy zapomnieć. Jak powiedziała pani Feng - "没办法". Nie ma rady. Kilka nerwowych telefonów między Pekinem, nami, koczującymi w "tanim hoteliku", oraz szanghajskim agentem turystycznym załatwiło jednak sprawę. Podjęliśmy męską decyzję o przedłużeniu pobytu w H...