Kioto, dzień 6
Kolejny dzień dobrej pogody i kolejny raz jedziemy skoro świt do Kyoto. Tym razem na drugą stronę gdzie mieści się Fushimi Inari, kolejna świątynia, ale inna niż pozostałe i turystyczny must see. Jeśli kiedykolwiek widzieliście jakiś materiał o Japonii i był tam ciąg czerwonych bram torii, to najprawdopodobniej ujęcia były właśnie stamtąd. Nie jest to jedna świątynia, a w zasadzie duży kompleks, na który składają się przeróżne budowle rozsiane po całym wzgórzu.
Pod główną świątynię docieramy przed 9, ale na dole kłębi się już tłum. Filmiki z internetu mówią, żeby się nie przejmować tylko iść jak najwyżej, bo tam się przerzedza. Poniekąd jest to prawda, ale nie jesteście jedynymi, którzy je widzieli. Zasadniczo nie mam pretensji o to, że w turystycznych miejscach są turyści, bo jakby nie było też się do tego dokładam. A zdjęcia w takich miejscach można robić na kilka sposobów:
1. Na rympał - nie ważne ile głów w kadrze, zatrzymujesz gdzie ci się podoba i cykasz do upadłego, czasem ustawiając jeszcze całą rodzinę przed sobą - oni są wszak tutaj najważniejsi.
2. Na mnicha zen - wyczekujesz ten 5 sekundowy moment, kiedy nikogo nie ma w zasięgu wzroku i robisz tą najpiękniejszą, wyjątkową fotkę na insta, na której udajesz, że jesteś w tym miejscu zupełnie sam. Zen niestety szlag trafia gdy w środek wysmakowanego kadru, pakuje ci się chiński dziadek (czasem go rozumiem, bo ile można czekać, aż zrobisz to cholerne zdjęcie).
3. Na jet lagu - i tak nie możesz spać, więc zrywasz się o 4 w nocy i już o 6 biegasz po zabytku. Do wykonania tylko w miejscach niebiletowanych (akurat w powyższym przypadku możliwe). Uwaga: nie tylko Ty cierpisz na tego jet laga oraz widziałeś te filmiki z „jednym sprytnym sposobem, za który inni turyści cię znienawidzą”.
4. Na paparazzi - godzisz się z tym, że są z tobą inni ludzie i próbujesz to kreatywnie wykorzystać. Kreatywnie wykorzystujesz też ukształtowanie terenu, architekturę lub inne elementy, które mogą poprawić jakość zdjęcia.
Nie oszukujmy się, nikt kto jest "tam" (wstaw dowolne turystyczne miejsce) w przelocie nie zrobi raczej zdjęcia godnego Wordpress Photo, więc po prostu ciesz się, że jesteś w danym miejscu i cyknij se fotkę na pamiątkę, ale nie rób z tego dramy.
Zastosowałam większość powyższych sposobów i dzięki temu możecie podziwiać dużo, duuuużo zdjęć czerwonych bram torii z ludźmi i bez. Anyway, Fushimi Inari jest piękne, wyjątkowe nawet w tłumie i warto je zobaczyć na żywo.
Można też z niego zejść zupełnie boczną ścieżką (co uczyniliśmy, gdy już nas tłum zmęczył) - miała być to droga do wodospadu, ale chyba źle skręciliśmy, bo wodospadu nie znaleźliśmy, natomiast zrobiliśmy bardzo miły spacer przez las i zagajnik bambusowy.
Następnie udaliśmy się do Tofuku-ji żeby obejrzeć sobie ichnie ogrody zen, a potem w planach mieliśmy kolejną świątynię, Kiyomizu-dera, ale w międzyczasie nastała pora lunchowa i coś wypadałoby zjeść. Zupełnym przypadkiem trafiliśmy do knajpki mieszczącej się w prywatnym domu i w takim dość nieformalnym i rodzinnym otoczeniu (siedzenie bez butów na matach, w kątach zabawki i gry dzieci itp) zjedliśmy miejscowy przysmak: makaron nishin soba na zimno ze śledziem. Makaron jak makaron, ale ten śledź jest w mojej pierwszej piątce śledzi życia. Było to bardzo fajne doświadczenie, choć musieliśmy sprawdzić w necie, jak się całość je…
Kiyomizu-dera mieści się w obrębie dzielnicy Gion, więc jest koszmarnie zatłoczona o tej porze roku i kolejki ustawiają się do wszystkiego, łącznie z opcją zrobienia sobie zdjęcia przy kwitnących drzewkach. Obeszliśmy teren świątyni dość dokładnie, a potem uciekliśmy w spokojniejsze rejony, to jest na coś co się nazywa Philospoher’s path. Nie wiem czemu miałam wrażenie, że będzie to spacer po okolicznych wzgórzach, a okazało się, że to sympatyczna trasa spacerowa w mieście. Było to miłe zakończenie dnia, choć nie powiem, nogi nam weszły wiadomo gdzie.
Po powrocie do Osaki mieliśmy sił na tyle, żeby zajrzeć do najbliższego baru z takoyaki i tym podobnymi przysmakami. Co tu dużo mówić, pobiliśmy rekord tej wycieczki: na koniec dnia telefon pokazał 27,5 tyś. kroków. Jutro raczej będzie mniej, bo niestety w połowie dnia popsuje się pogoda, ale mamy już na tą okoliczność plan.
Komentarze