Dzień jedenasty - oko w oko z tajfunem, oraz nocne wyjście na sichu
No dobrze, nie na "sichu", tylko Xi hu ( 西湖), czyli Jezioro Zachodnie. Ale, jak mawiają autorzy kiepskich kryminałów, "nie uprzedzajmy faktów". Wczoraj wieczorem, z okazji chińskiego Święta Środka Jesieni (中秋节), nakupowaliśmy w pobliskim sklepiku tradycyjnych "księżycowych" ciasteczek ryżowych, które spożyliśmy w zaciszu hotelowego pokoju. Była okazja, żeby znowu nawiązać do pierwotnie zakładanego leit-motivu bloga, czyli świnek pekinek. Świnki pekinki życzą wesołego Święta Środka Jesieni! Dzisiejszy poranek nadal trzymał nas w niepewności, co do dalszych planów podróży. Około 10.00 było jednak jasne, że 台风 ( taifeng), czyli nasz swojski tajfun, nie odpuszcza, i o podróży statkiem możemy zapomnieć. Jak powiedziała pani Feng - "没办法". Nie ma rady. Kilka nerwowych telefonów między Pekinem, nami, koczującymi w "tanim hoteliku", oraz szanghajskim agentem turystycznym załatwiło jednak sprawę. Podjęliśmy męską decyzję o przedłużeniu pobytu w H...