Posty

Wyświetlam posty z etykietą Chengde

Dzień dwudziesty, czyli cesarz to ma klawe życie, oraz pożegnania

Obraz
Zerwać musieliśmy się niestety też wcześnie, gdyż śniadanie serwują tu między 7.30 a 8.30, barbarzyńskie zwyczaje. Po skonsumowaniu sadzonego jajka, miękkich tostów z dżemem i chińskich mantou'ków (podanych na wyrażone po chińsku żądanie Pawła; chyba próbowano nas potraktować europejskim śniadaniem ;)), ruszyliśmy na zwiedzanie cesarskiej rezydencji. Niestety dzisiaj pogoda nie dopisała, od rana było pochmurno, gdy ruszyliśmy zaczęło padać (na szczęście była to raczej mżawka i dość szybko przeszła). Wreszcie przydały się targane przez całą podróż swetry i kurtki, choć nie powiem żebym była szczęśliwa z tego powodu. W rezydencji najpierw zwiedziliśmy wystawy umiejscowione w głównych budynkach, a następnie wypuściliśmy się na teren rozległego parku z rozlicznymi pawilonami, świątynkami itp. Widać, że tutaj sezon właściwie się skończył, bo choć turystów było sporo, to na tym rozległym terenie przepadali. Obsługa też niespecjalnie się przykładała do roboty, poboczne wystawy często były...

Dzień dziewiętnasty, czyli wielki paw w Chengde

Obraz
Chengde już na wejściu zrobiło na mnie znacznie lepsze wrażenie niż Tai'an, choć jest to równie niewielka miejscowość. Niestety, choć świeciło słońce, dało się odczuć, że jesteśmy na północy - było znacznie, znacznie chłodniej. Szybko więc pojachaliśmy do hotelu, który - ku naszemu zaskoczeniu - okazał się stylizowany na cesarskie pawilony. W środku to oczywiście normalne pokoje hotelowe, ale z zewnątrz przypomina to tradycyjną chińską zabudowę. Kolejna niespodzianka miała miejsce, gdy odświeżaliśmy się po podróży. Podczas gdy Paweł siedział w łazience, usłyszałam dziwny dźwięk. Najpierw podejrzewałam Pawła o jakieś na wpół ludzkie popisy wokalne, ale dźwięk się powtarzał i bardziej przypominał zepsuty klakson dziecięcego rowerka. Zresztą Paweł wychynął z łazienki, również przywabiony tym dźwiękiem. Otworzyliśmy więc drzwi (zastanawiając się czy to przypadkiem nie dziwaczny dzwonek) i naszym oczom ukazał się... paw. Takie ptaszysko, znaczy się. Później okazało się, że na terenie h...