Dzień ósmy, czyli niezły kanał oraz chińskie tortury (językowe)
Mimo dość pochmurnej pogody udało nam się wczoraj zobaczyć jeszcze ogród nazwany Pawilonem Niebieskiej Fali. Bambusowe zagajniki, mroczne korytarze i piętrzące się w niebo skałki tworzyły nieco tajemniczą atmosferę. Niestety musieliśmy stamtąd uciekać przed chmarą złośliwych komarów. Następnie Paweł wywiódł nas okrężną drogą do Pan Men , dawnej bramy miejskiej. Chcąc nie chcąc, żeby się na nią dostać musieliśmy kupić bilet do parku otaczającego pagodę Ruiguang (nie zrobiliśmy tego wcześniej gdyż zbliżała się godzina zamknięcia parku, a jest on spory; niestety okazało się, że inaczej niż przez park do bramy dojść się nie da). W związku z tym po obejrzeniu bramy przewędrowaliśmy przez ów park, zachwycając się ciszą i spokojem niespotykanym w chińskich ogrodach. Po tym kojącym spacerze poszliśmy na kolację. Restauracja została wybrana na chybił trafił (najpewniejszym kryterium wyboru dobrej knajpy – i to wszędzie na świecie – jest ilość jedzących w niej tubylców, im więcej tym lepiej t...