Tokio-Osaka, dzień 4

Dziś był nasz pierwszy raz z szybką koleją japońską i było to dość sympatyczne doświadczenie, nie wierzcie ludziom w internetach. Czemu? Chyba dla clickbaitów opowiadają jakieś horrorowe opowieści o tym, jak ciężko się we wszystkim połapać i o ile wcześniej trzeba być na miejscu i walczyć niemal jak o życie. A może my już jesteśmy tak zblazowani i zaprawieni w bojach?

 

Po pierwsze, bagaże nadaliśmy firmą transportową, z których Japonia słynie. Wyklikuje się skąd dokąd mają zabrać i wsio. Oczywiście trzeba się nieco zorganizować, bo potrzebują dnia na taką dostawę, ale co to za problem z kosmetyczką i podręczną bielizną - i tak takie zestawy robimy na loty przesiadkowe.
Po drugie, bilety kupiliśmy online z miesięcznym wyprzedzeniem i P. wyczytał jak je spiąć z naszymi kartami Suica, na których tutaj wszędzie jeździmy. Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy czy zadziałają jak trzeba, ludzie opowiadają w necie jakieś horrory o papierowych biletach, podwójnych, które naraz trzeba wciskać do slotu, ale wszystko zadziałało bez problemu. 
Po trzecie, ludzie opowiadają też jak to strasznie trudno poruszać się po Tokio Station, więc na wszelki wypadek byliśmy ze sporym zapasem, dzięki czemu na spokojnie zdążyliśmy i kawę/matchę wypić i bento kupić. To pierwsze robiliśmy w Starbuniu, mimo naszej niechęci do tego przybytku, bo w podziemiu dworca, gdzie szukaliśmy lokali mało co było otwarte i miało miejsca siedzące. Do napojów wzięliśmy też słodkie - ja spożyłam pączka sakura-matcha i był spoko, w przeciwieństwie do samej matchy, która była okropnie słodka.

Potem poszliśmy kupić bento, bo to ponoć nieodzowna część shinkansenowego doświadczenia (to z resztą ponoć jedyne pociągi, w których wolno jeść). Wybór może oszołomić - są rybne, mięsne, wege, na zimno i z własnym podgrzewaniem, a także sezonowe. Dla każdego coś miłego. My wzięliśmy łącznie trzy: rybę, sezonowe i sushi zawinięte w liście persymony - to ostatnie okazało się wybitne.
Sam załadunek do pociągu też przebiegł szybko i sprawnie i ruszyliśmy. Po jakichś 40 minutach z drżeniem serca zerkaliśmy przez okno, bo to moment, w którym można podziwiać Fuji przez ok 10 min. przy dobrej widoczności. I tym razem nas nie zawiodła! Tak, zarezerwowaliśmy miejsca żeby mieć widok na Fuji, a co? 

 

Po tej uczcie dla oczu skonsumowaliśmy nasze bento i każdy oddał się swoim zajęciom, to jest głównie spaniem, czytaniem i oglądaniem Japonii z okna pociągu. Podróż zajęła 2.5h (jechaliśmy najszybszym shinkansenem, są jeszcze 2 klasy, każda nieco wolniejsza). Dwie rzeczy mnie zaskoczyły: nie wyświetlają prędkości pociągu (co jest standardem w szybkich pociągach chińskich czy tajwańskich) oraz WiFi mieli jak w PKP, czyli w zasadzie było, ale nie działało.

Narzekania na dworzec główny w Tokio zamieniłabym na narzekania na dworzec Osaka, niedaleko którego znajduje się nasz hotel. Jest wielki, źle opisany i łączy się z centrum handlowym, czyli największy koszmar, jak próbujesz się wydostać z takiego miejsca. Plus ważna uwaga, o ile w Tokio ruch pieszy jest zgodny z ruchem samochodowym (lewostronny), to
w Osace ruch pieszy jest prawostronny (konkretnie chodzi o schody ruchome, ale mam wrażenie że przenosi się na inne ciągi komunikacyjne). Nani the fuck?! Oczywiście powoduje to totalny chaos i każdy lezie gdzie chce. Na marginesie dodam, że w Osace również pierwszy raz widzieliśmy ludzi przechodzących przez pasy na czerwonym, co jest ponoć ostro ścigane w Japonii, a tu proszę, miejscowi lubią życie na krawędzi... 


Na szczęście dzięki ogarnięciu P. wydobyliśmy się z tego piekła (tzn dworca) i dotarliśmy do hotelu. Niestety pogoda zapowiada się dalej tak sobie i musieliśmy przeorganizować plan wycieczki, trochę też się bujaliśmy po centrum handlowym, czekając aż nasz pokój będzie gotowy i jakoś tak opadliśmy z sił, że robimy sobie na razie relaks w pokoju hotelowym. Wszystko wskazuje na to, że zamiast poznawać jutro Osakę rzucimy się na pierwszą wyprawę do Kioto, co siłą rzeczy wymaga zerwania się o świcie. Także dziś akcja regeneracja. Zdjęcia które wrzucam z Osaki, to okolice naszego hotelu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie z Tajpej i nocny Hong Kong

Krótki wpis o właściwym zachowaniu w świątyni tajwańskiej

Tainan - dzień dziesiąty i jedenasty