"Sajgon. Cholera. Wciąż tylko Sajgon. Codziennie się łudzę, że obudzę się w dżungli"
Na wstępie muszę powiedzieć, że w Sajgonie trafił nam się świetny i wybornie mówiący po angielsku przewodnik - młody facet o fryzurze przypominającej moją (rzadkość wród Wietnamczyków), sypiący anegdotami i niezwykle kontaktowy. Dzięki temu Sajgon zyskał w naszych oczach dodatkowe punkty. Pierwsza z wycieczek (centrum zwiedzaliśmy na własną rękę i na piechotę, głównie popołudniami) obejmowała dwie "podmiejskie" atrakcje. Pierwszą z nich stanowił zrekonstruowany fragment obszaru umocnionego (tak to się nazywa?) Cu Chi , czyli jednej z bardziej znanych aren zmagań Viet Congu z armią amerykańską. Rekonstrukcja, dodajmy, całkiem udatna - są poglądowe makiety, naturalnej wielkości manekiny wietnamskich partyzantów, zrekonstruowane pułapki itp... Za (niemałą) opłatą można sobie nawet postrzelać na strzelnicy z kałasza, M-16 czy nawet M60 - dla pozostałych zwiedzających niosąca się po lesie kanonada dodatkowo zwiększa wiarygodność całego doświadczenia. Oczywiście główn...