Chiang Mai, dzień 8, w którym nie zauważyłam trzęsienia ziemi, bo robiłam zdjęcia...
Dzisiaj miał być luz i relaks. Głównym celem naszej wycieczki był Ogród Botaniczny ufundowany przez królową. Ogród składa się z kilku atrakcji. Pierwsza z nich to łażenie ponad dżunglą po metalowym wybiegu. No i tutaj okazało się, że luz tak, ale nie do końca pełen relaks. W którymś momencie członkowie wycieczki stwierdzili, że konstrukcja nieco się buja i stwierdzili, że może jednak nie ufają tak mocno tajskiej myśli technicznej… Ale tak czy siak dość niespiesznie skierowaliśmy się do wyjścia (ja tam robiłam fotki i niczego nie zauważyłam). Przy wyjściu jakiś facet zaczepił P. i pokazuje mu na telefonie, jak nagrał, że znak zawieszony przed wejściem intensywnie się bujał. I tak oto dowiedzieliśmy się, że doświadczyliśmy trzęsienia ziemi. Pewnie już większość z Was wie, więc się nie będę rozpisywać, ale dziękujemy za wyrazy troski, które wysłaliście nam, bo wiem, że zdjęcia z Bangkoku mogły wprawić w niepokój. Drugim efektem trzęsienia ziemi był fakt, że nie weszliśmy do Mu...