Posty

Wyświetlam posty z etykietą Singapur

Bangkok w przelocie, dzień 12

Obraz
Dziś krótko, bo obudziliśmy się w Singapurze a kładziemy spać w Bangkoku i za wiele więcej się nie działo. Zwiedziliśmy po drodze klejnot singapurskich atrakcji, czyli część ichniego lotniska, zwanego Jewel. Mają rozmach, co tu dużo mówić. Dokonaliśmy też zakupów różnych gadżetów, bo to istna świątynia konsumpcjonizmu a na wakacjach jakoś człowiekowi lżej przychodzi wydawanie kasy.  Z lotniska poszliśmy pieszo do miejsca noclegu - po raz kolejny powiem: nie wierzcie mapom googla. Miało być 15 min spacerkiem, było 30 min ciągnięcia walizek po naprawdę hm egzotycznej okolicy (trochę slumsy, trochę pustostany, a trochę przedmieścia na dorobku), ale dotarliśmy bez uszczerbku na zdrowiu. W nagrodę poszliśmy na kolację do japońskiej restauracji, gdzie objedliśmy się jak dziki, ale dowodów nie ma, bo mi telefon zdechł. Jutro ruszamy na południe Tajlandii, gdzie zapadniemy w otulinę parku Khao Sok, w planach pływanie po jeziorze i łażenie po dżungli, choć niektórzy zapowiadają zaleganie na...

Singapur, dzień 11

Obraz
No powiem wam, że nie jest lekko. Nie wiem jak sobie tu radzili w czasach bez klimy, ponieważ połączenie temperatury i wilgotności jest absolutnie zabójcze. Ale się nie poddajemy. Poszliśmy dziś do tutejszego ogrodu botanicznego, bo wiecie: zacienienie, trochę wody, wydawałoby się, że będzie znośnie. Nikt mi nie powiedział, że te ogrody zajmują powierzchnię 82 hektarów. Tyle może nie zeszliśmy, ale nogi znowu nam wchodzą w wiadomo co. Ale było warto, bo to naprawdę super pomyślany i zrobiony ogród. Trochę wam tu zarzucę flory i fauny, choć jeśli chodzi o tą ostatnią, to mniej niż bym chciała, bo nie spotkaliśmy ani wydr ani małp, które w parku rezydują. Były natomiast żółwie, jaszczury, koguty i sporo motyli (niestety nie dawały się ustrzelić za bardzo). Widziałam też w przelocie ze dwa egzotyczne ptaki, ale nie mam ich zdjęć. Wracając zahaczyliśmy o dzielnicę Little India, żeby się posilić. Nie mieliśmy już jednak sił na szerszą eksplorację. Jutro kończymy przygodę z Singapurem i wrac...

Singapur, dzień 10

Obraz
Podróż choć długa przebiegła bez zakłóceń. Co prawda wydostanie się z singapurskiego lotniska chwilę nam zajęło, ale w końcu się udało. Nocujemy w Chinatown, więc oczywiście od razu wygłodniali poszliśmy na chińskie jedzenie. P. znalazł doskonałą knajpę syczuańska i zrobiliśmy sobie ucztę. Najlepsze: mimo ze angielski jest tutaj językiem urzędowym, a obsługiwała nas młodzież, to po angielsku zamawianie szło opornie, ale na szczęście P. zaczął się z nimi komunikować po chińsku i poszło jak z płatka.     Potem zrobiliśmy sobie spacer po obowiązkowych punktach programu, czyli nabrzeże z widokiem na najsłynniejsze budynki Singapuru oraz lwosyrenę, która jest symbolem miasta. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze hinduską świątynię, pozostałości najstarszej (czy też jednej z najstarszych tutaj) chińskiej świątyni, czy pomnik zabaw dziecięcych, naruszających zasady BHP. Niestety nie zauważyliśmy jeszcze ani jednej wydry, a w zasadzie dla nich tu przyjechaliśmy (przynajmniej wg P.).  N...