Tokio, dzień 1
To był długi dzień, bo rozpoczęliśmy go o 4 rano, żeby zdążyć na samolot do Tokio. Na lotnisku byliśmy 3h przed odlotem i nie był to zbytek ostrożności, gdyż wyobraźcie sobie Modlin w szczycie wakacyjnego szaleństwa, tylko bardziej, tak z 10 raz bardziej. Mimo chaosu udało nam się relatywnie sprawnie ogarnąć i stanąć we właściwej kolejce (panie przed nami stojące również z godzinę na końcu dowiedziały się, że stały w niewłaściwej i to są prawdziwe dramaty). My już w 1,5h byliśmy po właściwej stronie i jeszcze zdążyliśmy wciągnąć bánh mì na pożegnanie z Wietnamem. Jeśli zaś chodzi o dalszą obsługę lotu to Viet Jet zaskoczył nas pozytywnie - to taki tutejszy Ryanair, o którym w internatach piszą najgorsze rzeczy, ale nam się udało wylecieć o czasie i razem z bagażami, także sukces. W Tokio czekała nas jeszcze przygoda z wymianą cyfrowych biletów na Skyliner na papierowe i już mogliśmy wyruszyć w stronę hotelu. Japończycy to zdecydowanie naród pisma, bo nawalone mają tekstem wszędzie i o ...