Posty

Wyświetlam posty z etykietą hanoi

Hanoi, dzień 0

Obraz
 Cześć Hanoi, dawno nas tu nie było!        Tym razem jesteśmy w przelocie, w drodze do Japonii. Pół roku temu, po licznych kalkulacjach zdecydowaliśmy, że w kolejną podróż do Azji polecimy tureckimi liniami, bo w Stambule przesiadki jeszcze nie zaliczaliśmy a ponoć mają fajne nowe lotnisko (tak po prawdzie to oczywiście chodziło o tak przyziemne kwestie jak cena, ilość bagażu i godzinowa logistyka lotu, ale cii, lotnisko okazało się faktycznie fajne, aczkolwiek dość drogie).   W obecnej sytuacji geopolitycznej (USA vs. Iran) ta decyzja uratowała nam urlop. Jak się już domyślacie szczęśliwe dolecieliśmy na miejsce. Po czym wykonaliśmy gambit hanojski, to jest jedną walizę zdeponowaliśmy na lotnisku a na mieście dokupiliśmy nową, pustą, którą zamierzamy zapełniać w Japonii, do której jutro bladym świtem wylatujemy tutejszymi tanimi liniami. Jeśli ktoś byłby zainteresowany powtórzeniem naszego pomysłu, to kilka istotnych informacji: Przechowalnia bagażu ...

Krótki disclaimer

Obraz
To nie jest tak, że umarliśmy lub leżymy złożeni egzotyczną chorobą. Połączenie internetowe w ośrodku wypoczynkowym jest jednak wyjątkowo niesforne, a nawet w najlepszych chwilach - powolne, więc następne wpisy po powrocie do Ha Noi, czyli jutro. Hanojskie xích lô Poniżej jeszcze kilka zdjęć z jednego z miejskich parków w centrum Ha Noi. Tak, żołnierze mają ćwiczenia strzeleckie w alejkach. Na szczęście na "sucho". PSJ

Obrazki z wystawy

Obraz
Nie mam dziś weny na pisanie, więc trochę materiału zdjęciowego z tzw. rozmaitości (courtesy of Ann). Ta oranżada...   Ten Spiderman ma cztery nogi Na ulicy

Ticket to ride

Obraz
Dzisiejszy dzień nie bardzo nadaje się na notkę, bowiem spędziliśmy go na błogim lenistwie, zbierając siły przed dalszym etapem podróży, czyli nocnym pociągiem Hanoi - Lao Cai. Zamiast tego uraczę was garstką spostrzeżeń porównawczych... - w ciągu niecałych dwóch lat udało się przymusić mieszkańców Hanoi (jak jest gdzie indziej, nie wiemy) do jazdy na skuterach w kaskach (i to w sporej części takich, które nawet mają szansę przetrwać spotkanie z asfaltem), choć jeszcze nie rzadki jest widok trzyosobowej rodziny, pędzącej na skuterku - rodzice mają kaski, dziecko (stojące za kierownicą lub siedzące na szarym końcu) - nie. - młodzież (ok, pewnie nie tylko młodzież) z braku przestrzeni prywatnej, a także dość purytańskiej moralności, na romantyczne schadzki wybiera się rowerem wodnym w kształcie łabądka na środek jeziora Hoan Kiem. Niestety im więcej takich romantyków, tym mniej intymności... Poniżej obrazek poglądowy (zdjęcie robione o zmierzchu, ale łabądki łatwo wypatrzeć). I to na r...

Zaletą podróży po tropikach...

...jest między innymi możliwość spróbowania smaczeliny* * żeby nie wprowadzać w błąd, od razu tłumaczę, że to jest to samo, co żółciecz. Poza tym polecam muzeum etnograficzne w Ha Noi - oczywiście skupia się na etnografii, więc nie wytrzymuje porównania z, dajmy na to, muzeum armii, ale jest naprawdę sensownie zaprojektowane, prezentuje dobrą proporcję informacyjnych tekstów do zakurzonych eksponatów, no i ma sympatyczny, niewielki quasi-skansen z autentycznymi budynkami i budowlami w klimacie szeroko pojętego folku. Duży skok jakościowy w porównaniu z nieszczęsnym "parkiem mniejszości narodowych" w Pekinie, w którym tradycyjne budynki były przepięknie oddane w żelbetonie i farbie olejnej. Na dość dokładne obejście całości potrzeba około 2-3 godzin, a w samym muzeum wre praca nad nowym skrzydłem, więc za rok-dwa pewnie będzie jeszcze obszerniej. PSJ

"This is the end, my only friend, the end..."

No dobra. Koniec tych wywczasów. Dzisiaj w nocy wracamy co koń wyskoczy do naszej drogiej ojczyzny. O naszych ostatnich dniach w Ha Noi jeszcze napiszemy (zwłaszcza że zaraz jeszcze wychodzimy zwiedzić Muzeum Armii Wietnamskiej - yeeeeaaaah! ), pewnie już z PL*. Powiem tylko, że za dosłownie parę dni w Ha Noi rozpoczynają się wielkie (w skali) obchody tysiąclecia miasta. Z tego powodu tysiące Wietnamczyków drze się nam pod oknami dzień i noc, ćwicząc swoje publiczne występy, a wszystkie szczekaczki nadają na pełny regulator wesołe, acz patriotyczne (zapewne) pieśni. Głównie daje się słyszeć słowo "Ha Noi". W dodatku zjechały się jakieś masy ludzi spoza miasta, dzięki czemu: a) ludzi jest jeszcze więcej, niż zwykle (nie wiem, czy dwukrotnie, ale tłum na chodnikach wyraźnie zgęstniał); b) biały znowu jest atrakcją, witaną okrzykami zdumienia oraz pokazywaniem palcami; c) jest jeszcze głośniej . Trzeba uciekać :) PSJ * toteż warto zajrzeć za trzy-cztery dni, jeszcze wrzucimy p...

Żaby, dekadencja kolonizatora i szalony buddysta

Obraz
Niestety załapaliśmy się wczoraj na końcówkę monsunu. Na wieczór zapowiadali tony deszczu i nie była to poetycka przenośnia. Postanowiliśmy więc elastycznie zmienić plany i zamiast spławiać się rzeką na mokro, pojechaliśmy oglądać katedrę Phat Diem . To stuletni, przepiękny kompleks zbudowany na życzenie Ojca Sześć (katolickiego księdza Tran Luca). Architektonicznie łączy w sobie wpływy europejskie z buddyjskimi, co robi niesamowite wrażenie. Niestety katedra była zamknięta, ale mogliśmy sobie ją obejrzeć przez kraty i szpary, natomiast dość dokładnie obejrzeliśmy jedną z czterech kaplic, która była udostępniona wiernym. Wybaczcie jakość zdjęć, ale pogoda nie sprzyjała... Muszę przyznać, że w strugach deszczu łatwo bylo się wczuć w marazm i dekadencję, ogarniające europejskich kolonizatorów tych sto lat wcześniej ;). Oh, Jacques, ten deszcz mnie dobija. Podaj mi moje opium. Punktem kulminacyjnym naszej katedralnej wizyty był moment, gdy odezwał się dzwon z katedralej dzwonnicy. Dzwon j...

Dzień pierwszy - drugie podejście

Obraz
Lekko odpocząwszy, mogę spróbować uporządkować wrażenia z wczorajszego dnia. Sprzyjają temu okoliczności - obecnie, korzystając z uprzejmości Rodziców (rodziców Ani, gwoli ścisłości), siedzimy w samochodzie kierując się ku kolejnym atrakcjom turystycznym w szeroko rozumianych okolicach Ha Noi. Ale nie uprzedzajmy faktów, o okolicach będzie w następnej notce. Z uwagi na absolutny chaos drogowy oraz niezbyt chyba rozwiniętą, a na pewno nieprzystępnie oznakowaną komunikację publiczną, najprostszą metodą zwiedzania miasta są własne nogi. Na szczęście w zasięgu krótkiego spaceru znajduje się jedna ze sztandarowych atrakcji, wymienianą na pierwszych miejscach każdego przewodnika, czyli tzw. Świątynia Literatury (zastanawiam się, na ile precyzyjne jest to tłumaczenie wietnamskiej nazwy - Van Mieu ...). Cynicznie powiem, że da się w Azji znaleźć świątynie większe, bardziej starożytne czy kapiące od złota. Jednak w hałaśliwym, zatłoczonym od samochodów i skuterow centrum Świątynia wraz z przyle...
Obraz
Hanoi, dzień pierwszy Z góry uprzedzam, że piszę (a) na dużym jetlagu, (b) po nieprzespanej nocy (3 godziny w samolocie trudno uznać za wystarczające), a w dodatku (c) po całym dniu zwiedzania Ha Noi, w tym dwóch solidnych posiłkach - krew odpływająca z mózgu do żołądka obniża iloraz inteligencji do poziomu temperatury pokojowej. A propos temperatury, różnica temperatur między Warszawą a Ha Noi wynosi co najmniej 20 stopni. To też robi swoje. Ogólnie - ledwo ciągniemy. Ale! Wrażenie po dotarciu na miejsce było dość... piorunujące. Na razie muszę poukładać sobie całą feerię obrazów i scenek, dla których nie znajduję porównania w poprzednich wyprawach do Chin. Po spacerze po "starym mieście" Ha Noi jestem skłonny zaryzykować opinię, że Chińczycy są narodem niezwykle spokojnym, flegmatycznym i zachowującym pruską dyscyplinę i porządek. Zignorujcie wszystko to, co opisywaliśmy na tym blogu jako przykłady "egzotyki" i odrębności kulturowych. Chcecie egzotyki? Przejdźcie...