Posty

Wyświetlam posty z etykietą luang prabang

Szybka myśl z Laosu

Jeszcze jedno spostrzeżenie po trzech dniach spędzonych w LP. Wydaje się, że nie tylko nasze bungalowy, ale i znacząca ilość turystycznych obiektów w Luang Prabang (kawiarnie, hotele, restauracje, księgarnie...) ma zachodnich właścicieli. Jeśli oceniać po języku - głównie Francuzów. Nie wiem, czy to jakieś kolonialne resentymenty, ale bardzo częstym obrazkiem w centrum miasta jest młoda obsługa laotańska, a przy centralnym stoliku - starszawy westerner "trzymający kasę" (w zasadzie nierzadko trzymający kasę w sposób jak najbardziej dosłowny). PSJ

Luang Prabang oczami niewiasty

Obraz
To prawda, że na zwiedzanie Luang Prabang wystarczy jeden dzień. Warto zwiedzić Pałac Królewski przerobiony obecnie na muzeum (znajduje się w nim m.in posąg Buddy, od którego wzięło nazwę miasto oraz liczne podarki z zaprzyjaźnionych państw, w tym z Polski - w postaci chociażby przepięknej urody talerza z warszawską syrenką) oraz dwie najstarsze świątynie (reszta świątyń to rekonstrukcje lub zeupełnie współczesne budowle; można się po nich poszwędać, ale po pięciu i tak wszystkie zlewają się w jedno). Warto też wspiąć się na wzgórze Phusi, skąd roztacza się ładny widok. Poza tym wiele miejscowych biur turystycznych organizuje różne wycieczki w bliższe i dalsze okolice LP. Od kilkudniowych wypraw na słoniach, po wycieczkę do miejscowych jaskiń i wodospadów, gdzie można dojechać wynajętym skuterem lub tuk-tukiem. My wybraliśmy się do najfajniejszych wodospadów w okolicy - Kuang Si. Najpierw obejrzeliśmy miejscowe centrum ratowania niedźwiedzi himalajskich (ogólnie rzecz biorąc nieco wię...

Jesteś w Laosie, nędzny robaku!

Obraz
Korzystając z (niepowszechnego) dostępu do internetu w sennym Luang Prabang, miasteczku-atrakcji turystycznej Laosu, dajemy "znak życia"; co prawda w przededniu wyjazdu, ale liczą się intencje, czyż nie? Luang Prabang jest najcichszym, najmniejszym i najspokojniejszym miejscem, jakie odwiedziliśmy w czasie całej naszej podróży po Indochinach. Miasteczko znane jest z licznych świątyń, urokliwego położenia w górskiej dolinie i z tego, że niejaki Henri Mouhot kipnął tu na malarię. Luang Prabang...! ...Ta sielanka cię wykończy! Trudno mu się zresztą dziwić. Niewiele brakowało, bym - dzięki zakwaterowaniu w uroczych bungalowach nad samym brzegiem rzeki - poszedł w jego ślady, schodząc we wiośnie swojego życia na atak serca. Malownicza lokalizacja posiadała w pakiecie jakieś olbrzymie* krocionogi, harcujące wieczorem po naszej łazience. A ja naiwnie myślałem, że usadowienie domku na palach chroni przed robactwem... Jeżeli jednak pierwszego wieczoru myślałem, że starcie z gargantui...