Lekko odpocząwszy, mogę spróbować uporządkować wrażenia z wczorajszego dnia. Sprzyjają temu okoliczności - obecnie, korzystając z uprzejmości Rodziców (rodziców Ani, gwoli ścisłości), siedzimy w samochodzie kierując się ku kolejnym atrakcjom turystycznym w szeroko rozumianych okolicach Ha Noi. Ale nie uprzedzajmy faktów, o okolicach będzie w następnej notce. Z uwagi na absolutny chaos drogowy oraz niezbyt chyba rozwiniętą, a na pewno nieprzystępnie oznakowaną komunikację publiczną, najprostszą metodą zwiedzania miasta są własne nogi. Na szczęście w zasięgu krótkiego spaceru znajduje się jedna ze sztandarowych atrakcji, wymienianą na pierwszych miejscach każdego przewodnika, czyli tzw. Świątynia Literatury (zastanawiam się, na ile precyzyjne jest to tłumaczenie wietnamskiej nazwy - Van Mieu ...). Cynicznie powiem, że da się w Azji znaleźć świątynie większe, bardziej starożytne czy kapiące od złota. Jednak w hałaśliwym, zatłoczonym od samochodów i skuterow centrum Świątynia wraz z przyle...