Posty

Kaohsiung - dzień dwunasty

Obraz
Im bardziej na południe, tym miasta tajwańskie robią się jakieś takie przestronniejsze. W Khaosiungu (高雄) praktycznie nie czuć azjatyckiego zatłoczenia, choć ma prawie 3 mln mieszkańców i jest głównym portem handlowym Tajwanu. Dużo zieleni, dużo ścieżek rowerowych, znów mało transportu miejskiego (dwie linie metra, jak w Warszawie). Wcześniej miasto nazywało się  Dǎgǒu, co oznacza "bić psa",  ale w 1920 zmieniono na  Gāoxióng . Pierwszego dnia Paweł wypowiedział znamienne słowa, że dziś to w ogóle relaks i luz i prawie wcale nie będziemy chodzić. A ponieważ była sobota to pojechaliśmy na lokalny targ różności (taki Różyc do ntej), gdzie kupić można wszystko od wiertarek, rowerów i miliona śrubek,  po kasety wideo i magnetofonowe oraz inne artefakty przeszłości. Można też naprawić zegarek, czy zamówić masaż na świeżym powietrzu i pełnym widoku. Super miejsce do pochodzenia, poszperania i trochę żałowałam, że nie mam w bagażu miejsca na mosiężnego lwa albo tra...

Tainan - dzień dziesiąty i jedenasty

Obraz
Tainan nas zauroczył od pierwszego wejrzenia, czyli od wieczornego spaceru w okolicy naszego lokum. Na właściwe uliczki nakierował nas przesympatyczny właściciel hoteliku (czy raczej pokoi do wynajęcia), który wraz z kluczem wręczył nam całe naręcze mapek i niezbędnych informacji. Pokrzepieni ciepłym przyjęciem i pysznym jedzeniem udaliśmy się na spoczynek, by zbierać siły przed dniem zwiedzania Tainanu. Warto wiedzieć, że w Tainanie zabytki skupione są na dwóch obszarach. Pierwszy z nich, dzielnica Anping , jest silnie związana z holenderską historią miasta i tam udaliśmy się najpierw. Jedną z większych atrakcji tego rejonu są pozostałości fortu Zeelandia , ale poza nim (i paroma świątyniami), warto zanurzyć się w sieć starych uliczek i wyszukiwać domki z tradycyjnymi zwieńczeniami dachów w kształcie siodła lub ogona jaskółki czy obecnego na ścianach motywu lwa z mieczem/ mieczami, charakterystycznego dla tej dzielnicy. Wrażenie też robią dawne magazyny, pochłonięte w dużej mi...

Kolejka dzidzi - dzień dziewiąty

Obraz
Nie, jeszcze nie zdziecinnieliśmy ani nie dostaliśmy udaru. Tak, jak pisał P., z samego rana udaliśmy się z Zhanghua do Ershui ( 二水 ), żeby - po zostawieniu bagaży w przechowalni - ruszyć szlakiem dawnej wąskotorówki po górskich miasteczkach, której nazwa wzięła się od jednego z miast na szlaku, Jiji (wym. dzidzi). No właśnie, z tą wąskotorówką to trochę rozczarowanie, bo na miejscu okazało się, że obecnie jeździ tam całkiem nowoczesny pociąg typu podmiejskiego (choć spalinowy). Być może modernizację przeprowadzono po wielkim trzęsieniu ziemi w 1999 roku, które miało ogromny wpływ nie tylko na region, ale też na cały kraj, ale pewności nie mamy. Trochę szkoda, bo wąskotorówka byłaby bardziej atrakcyjna, no ale trudno... Z miasteczek leżących na trasie pociągu warto na dłużej wysiąść we wspomnianym wcześniej Jiji oraz Checheng , który trudno przegapić, bo jest ostatnią stacją na całej trasie. W Jiji poza kawałkiem dawnej trasy wąskotorówki, zostawionej poglądowo, można obejrzeć...