Posty

Notka końcowa (albo i nie)

Obraz
I tak nasza wspólna podróż dobiegła końca. P. udał się na północ Chin, skąd - miejmy nadzieję - będzie od czasu do czasu pisał dalej. Ja tymczasem wróciłam do Hanoi, zmieniając w ciagu doby temperaturę otoczenia z 2 st. C na 36 st. C. Uff... W takich warunkach nie należy się przemęczać, więc w planach mam wygrzewanie starych kości, konsumpcję owoców morza oraz (w ramach czynu obywatelskiego na 1 maja) wypad do dżungli. Dla chłody wrzucę wam za to parę zdjęć z naszej ostatniej wycieczki z okolic Shangri-la: do Baishuitai (白水台), gdzie woda płynąca po wapiennych skałach uformowała fantastyczne tarasy*. Ann *Formacje Baishuitai porównywane są do Pamukkale w Turcji. Widziałam oba miejsca i tutaj podobało mi się znacznie bardziej. Zestawienie chropowatej skały, roślinności i wody jest niepowtarzalne. Brak tłumów turystów na pewno też nie był bez znaczenia...

Zdjęciowy piątek

Obraz
Zgodnie z obietnicą, materiał zdjęciowy do wczorajszego wpisu Niesamowity wiejski targ w Shigu - stoisko z dziwnymi ingrediencjami (m.in. suszone koniki morskie) Jangcy zbliżająca się do Kanionu Skaczącego Tygrysa Shangri-la i okolice Klasztor Sumtseling w Shangri-la  

W Komórce pod schodami prowadzącymi na poddasze Świata...

...ale w ich górnej części. Nie da się ukryć, że ze swoimi śmiesznymi 3.300 m n.p.m. i górami, z których najwyższa w okolicy nie przekracza nawet 7000 m., Shangri-La* nie leży na Dachu Świata. Ma jednak pewne punkty wspólne - leży na płaskowyżu, jest tu dużo Tybetańczyków (przewodnik podaje, że jakoby nawet 30% populacji), oraz można sobie odmrozić... nerki. Jeżeli przypomnę sobie, że trzy tygodnie temu startowaliśmy z Hanoi, gdzie temperatury codziennie przebijały 30 stopni, chce mi się płakać, ale łzy nie płyną z zamarźniętych oczu. Nie wychodziłbym z pokoju hotelowego, ale zaczynają w nim grzać dopiero po 17.30. Udało się przynajmniej znaleźć lokal dogrzewany tradycyjną "kozą", chociaż lokalne towarzystwo i tak siedzi w kurtkach. Jesteśmy przynajmniej przekonani, że w Shangri-La nie będą nam dokuczać szczury - wszystkie musiały już dawno umrzeć z wyziębienia. Inną rzeczą, wartą w tym miejscu wspomnienia, jest pierwszy przełom rzeki Jangcy, zwany Rozpadliną czy też Wąwozem...

Małpy i szczury

Obraz
Tak, stare miasta mają zaiste wiele uroku. Żeby je bliżej poznać warto zakwaterować się w samym ich sercu. Zarówno Dali, jak i Lijang oferują noclegi w pięknie przygotowanych hotelach, hostelach i pensjonatach architektonicznie wpisanych w starą zabudowę. Jak się jednak przekonaliśmy, miejsca takie nie tylko cieszą oko, ale też kryją w sobie różne niespodzianki... Jednak o tym za chwilę. Pamiętacie być może, jak pisaliśmy tuż przed wyjazdem z Kumingu o planowanej wizycie w zoo? Nie pisaliśmy o niej zbyt wiele, gdyż raczej nie ma czego polecać. Miejsce to stanowi smutne połączenie lunaparku z miejskim ogrodem zoologicznym z zeszłej epoki. W Polsce parę takich przybytków się chyba zachowało w stanie szczątkowym. Jeśli mnie pamięć nie myli, to jednym z argumentów by nie likwidować ostatecznie tych miejsc (jak np. stare zoo w Poznaniu) było to, że na ich terenie żyją tabuny szczurów, które po zamknięciu ogrodu rozpełzłyby się po mieście. Nie wiem na ile to prawda w przypadku Polski, ale w...

Stare miasta

Obraz
Dzisiaj będzie zbiorczo, ale druga połowa naszej podróży zyskała wspólny mianownik w postaci zwiedzania starych i turystycznie przeładowanych miast Yunnanu. Odwiedziliśmy dwa sztandarowe, niegdyś (na szczęście obecnie chyba już nie) kultowe w kręgach backpackerów miasta Dali (大理) i Lijiang (丽江), słynne głównie dzięki swym starówkom, wysokim cenom i tłumom turystów*. Nie zrozumcie mnie jednak źle, mimo wszystkich wymienionych wyżej epitetów, obydwa miasta warte są wszelkich trudów i wydatków. Obydwa zachowały - albo doskonale imitują - tradycyjną miejską substancję, architekturę, i obdarzone są niesamowitym klimatem, przywodzącym na myśl scenografię do filmów kostiumowych. Nie mniej zapierające dech w piersiach są warunki naturalne; kiedy zobaczyłem łańcuch gór wznoszący się nad Dali, pomyślałem, że tylko wybrzeże chorwackie między Dubrownikiem a Splitem może mogłoby się równać urokiem. " Niewiele już rzeczy zrobi na tobie podobne wrażenie" - powiedziałem sobie wtedy. Dwa ...

Always look on the bright side...

Obraz
Ton notki P. wynika z faktu, że nad Yunnan nadciągnął niż z deszczem, temperatura spadła do 19 stopni i udzielił nam się smutek tropików. Ratujemy się przed nim wódką różaną. Brzmi to może okrponie, ale smak ma niezły a zapach jest (moim zdaniem) wartością dodaną. W sumie zaskoczyła nas popularność swojskiej róży i to nie tylko w deserach (tak, tak w Kumingu popularne są całkiem europejskie wypieki, w tym wiele nadzianych marmoladą z róży). Tak obok może dodam, że Kuming jest największym eksporterem kwiatów w Chinach.   A wracając do kuchni, to Yunnan w ogóle kulinarnie odstaje od Chin, które do tej pory mieliśmy okazję zwiedzić. Przede wszystkim mają tu rewelacyjny ser kozi. Podają go smażony często z solą i pieprzem. W Dali specjalnością są tzw. serowe wachlarze , które konsystencją przypominają mi indyjskie chlebki, a smakiem - twaróg. Jak oni to robią??? Ponad to kuchnia yunnańska wyróżnia się ogromną liczbą grzybów wszelakich, ale z wyglądu i smaku przypominających nasze grzyb...

Kilka luźnych impresji

Obraz
Jianshui. Miasto, do którego dotarliśmy jeszcze przed Kunmingiem, relatywnie niewielkie, z ładnie odrestaurowaną starówką i kilkoma atrakcjami historyczno-architektonicznymi. W tym jedną z największych w Chinach świątyń konfucjańskich. Miasto, które, jak się wydaje, trapione jest potworną suszą (zdjęcie z mostu Shuanglong było w poprzednich notkach). Wyschnięty staw w świątynce, w której małe żółwie wdrapują się na martwego złotego karpia. Lokalna baijiu (chińska wódka) pita w restauracji wyglądającej jak scenografia do kostiumowego filmu w rodzaju Hero . Niedaleko leży XIX-wieczna wioska, onegdaj należąca do bogatego rodu (klanu?) 张, w której w nowych, lepszych czasach zagęszczono zaludnienie, zamieniając zabytek w śmierdzący, zasypany śmieciami slums.   Tonghai , zapomniana wioska zasiedlona przez potomków chińskiej wyprawy Kublaj Chana. Chaty z glinianych, suszonych cegieł i słomy. Wszyscy mówią po chińsku, ale starzy ludzie nadal myją warzywa i zamiatają podwórka w ludowych,...