Posty

W Komórce pod schodami prowadzącymi na poddasze Świata...

...ale w ich górnej części. Nie da się ukryć, że ze swoimi śmiesznymi 3.300 m n.p.m. i górami, z których najwyższa w okolicy nie przekracza nawet 7000 m., Shangri-La* nie leży na Dachu Świata. Ma jednak pewne punkty wspólne - leży na płaskowyżu, jest tu dużo Tybetańczyków (przewodnik podaje, że jakoby nawet 30% populacji), oraz można sobie odmrozić... nerki. Jeżeli przypomnę sobie, że trzy tygodnie temu startowaliśmy z Hanoi, gdzie temperatury codziennie przebijały 30 stopni, chce mi się płakać, ale łzy nie płyną z zamarźniętych oczu. Nie wychodziłbym z pokoju hotelowego, ale zaczynają w nim grzać dopiero po 17.30. Udało się przynajmniej znaleźć lokal dogrzewany tradycyjną "kozą", chociaż lokalne towarzystwo i tak siedzi w kurtkach. Jesteśmy przynajmniej przekonani, że w Shangri-La nie będą nam dokuczać szczury - wszystkie musiały już dawno umrzeć z wyziębienia. Inną rzeczą, wartą w tym miejscu wspomnienia, jest pierwszy przełom rzeki Jangcy, zwany Rozpadliną czy też Wąwozem...

Małpy i szczury

Obraz
Tak, stare miasta mają zaiste wiele uroku. Żeby je bliżej poznać warto zakwaterować się w samym ich sercu. Zarówno Dali, jak i Lijang oferują noclegi w pięknie przygotowanych hotelach, hostelach i pensjonatach architektonicznie wpisanych w starą zabudowę. Jak się jednak przekonaliśmy, miejsca takie nie tylko cieszą oko, ale też kryją w sobie różne niespodzianki... Jednak o tym za chwilę. Pamiętacie być może, jak pisaliśmy tuż przed wyjazdem z Kumingu o planowanej wizycie w zoo? Nie pisaliśmy o niej zbyt wiele, gdyż raczej nie ma czego polecać. Miejsce to stanowi smutne połączenie lunaparku z miejskim ogrodem zoologicznym z zeszłej epoki. W Polsce parę takich przybytków się chyba zachowało w stanie szczątkowym. Jeśli mnie pamięć nie myli, to jednym z argumentów by nie likwidować ostatecznie tych miejsc (jak np. stare zoo w Poznaniu) było to, że na ich terenie żyją tabuny szczurów, które po zamknięciu ogrodu rozpełzłyby się po mieście. Nie wiem na ile to prawda w przypadku Polski, ale w...

Stare miasta

Obraz
Dzisiaj będzie zbiorczo, ale druga połowa naszej podróży zyskała wspólny mianownik w postaci zwiedzania starych i turystycznie przeładowanych miast Yunnanu. Odwiedziliśmy dwa sztandarowe, niegdyś (na szczęście obecnie chyba już nie) kultowe w kręgach backpackerów miasta Dali (大理) i Lijiang (丽江), słynne głównie dzięki swym starówkom, wysokim cenom i tłumom turystów*. Nie zrozumcie mnie jednak źle, mimo wszystkich wymienionych wyżej epitetów, obydwa miasta warte są wszelkich trudów i wydatków. Obydwa zachowały - albo doskonale imitują - tradycyjną miejską substancję, architekturę, i obdarzone są niesamowitym klimatem, przywodzącym na myśl scenografię do filmów kostiumowych. Nie mniej zapierające dech w piersiach są warunki naturalne; kiedy zobaczyłem łańcuch gór wznoszący się nad Dali, pomyślałem, że tylko wybrzeże chorwackie między Dubrownikiem a Splitem może mogłoby się równać urokiem. " Niewiele już rzeczy zrobi na tobie podobne wrażenie" - powiedziałem sobie wtedy. Dwa ...

Always look on the bright side...

Obraz
Ton notki P. wynika z faktu, że nad Yunnan nadciągnął niż z deszczem, temperatura spadła do 19 stopni i udzielił nam się smutek tropików. Ratujemy się przed nim wódką różaną. Brzmi to może okrponie, ale smak ma niezły a zapach jest (moim zdaniem) wartością dodaną. W sumie zaskoczyła nas popularność swojskiej róży i to nie tylko w deserach (tak, tak w Kumingu popularne są całkiem europejskie wypieki, w tym wiele nadzianych marmoladą z róży). Tak obok może dodam, że Kuming jest największym eksporterem kwiatów w Chinach.   A wracając do kuchni, to Yunnan w ogóle kulinarnie odstaje od Chin, które do tej pory mieliśmy okazję zwiedzić. Przede wszystkim mają tu rewelacyjny ser kozi. Podają go smażony często z solą i pieprzem. W Dali specjalnością są tzw. serowe wachlarze , które konsystencją przypominają mi indyjskie chlebki, a smakiem - twaróg. Jak oni to robią??? Ponad to kuchnia yunnańska wyróżnia się ogromną liczbą grzybów wszelakich, ale z wyglądu i smaku przypominających nasze grzyb...

Kilka luźnych impresji

Obraz
Jianshui. Miasto, do którego dotarliśmy jeszcze przed Kunmingiem, relatywnie niewielkie, z ładnie odrestaurowaną starówką i kilkoma atrakcjami historyczno-architektonicznymi. W tym jedną z największych w Chinach świątyń konfucjańskich. Miasto, które, jak się wydaje, trapione jest potworną suszą (zdjęcie z mostu Shuanglong było w poprzednich notkach). Wyschnięty staw w świątynce, w której małe żółwie wdrapują się na martwego złotego karpia. Lokalna baijiu (chińska wódka) pita w restauracji wyglądającej jak scenografia do kostiumowego filmu w rodzaju Hero . Niedaleko leży XIX-wieczna wioska, onegdaj należąca do bogatego rodu (klanu?) 张, w której w nowych, lepszych czasach zagęszczono zaludnienie, zamieniając zabytek w śmierdzący, zasypany śmieciami slums.   Tonghai , zapomniana wioska zasiedlona przez potomków chińskiej wyprawy Kublaj Chana. Chaty z glinianych, suszonych cegieł i słomy. Wszyscy mówią po chińsku, ale starzy ludzie nadal myją warzywa i zamiatają podwórka w ludowych,...

Kunming - zdjęcia

Obraz
Zgodnie z zapowiedziami, kilka zdjęć z Shi Lin. I jedno z miejskiej świątyni. Yuantong Si błądzilśmy wśród tych skałek ze 3 godziny. W środku są znacznie głębsze, niż się wydaje... ...tak po 8-9 metrów wysokości  

Kunming II, albo szybki update

Jeśli ktoś śledzi tego bloga z zapartym tchem, z pewnością ucieszy go wiadomość, że udało nam się w końcu dotrzeć do Kamerdolcowego Gaju, a.k.a. Shi Lin, a.k.a. 石林 (warto zapamiętać znaki, jeśli ktoś chciałby wybrać się tam na własną rękę). Jak pisaliśmy, informacje z przewodników są żałośnie nieaktualne, więc ogólny przepis na dotarcie z Kunmingu brzmi: 1. dotrzyj do 东部汽车客远站, możesz taksówką* 2. kup bilet do 石林, może być 景区, może być 县城 3. wysiądź na rondzie, albo na przystanku, na którym wysiądzie większość Chińczyków, przejdź do wielkiego budynku majaczącego na horyzoncie 4. zapłać 200 zł 5. wsiądź do elektrycznego wózeczka, dotrzyj do bramy 6. rozkoszuj się. Jokes aside, mimo zaporowej ceny naprawdę warto wybecelować tych parę złotych, i skatować się na tutejszych górskich** trasach. Widoki są zaiste jedyne w swoim rodzaju, przebijają nawet dolinę rzeki Świder. Jutro albo pojutrze postaramy się wrzucić zdjęcia. Jutro wyjeżdżamy do Dali wieczornym autobusem, więc może nie być ak...