W Komórce pod schodami prowadzącymi na poddasze Świata...
...ale w ich górnej części. Nie da się ukryć, że ze swoimi śmiesznymi 3.300 m n.p.m. i górami, z których najwyższa w okolicy nie przekracza nawet 7000 m., Shangri-La* nie leży na Dachu Świata. Ma jednak pewne punkty wspólne - leży na płaskowyżu, jest tu dużo Tybetańczyków (przewodnik podaje, że jakoby nawet 30% populacji), oraz można sobie odmrozić... nerki. Jeżeli przypomnę sobie, że trzy tygodnie temu startowaliśmy z Hanoi, gdzie temperatury codziennie przebijały 30 stopni, chce mi się płakać, ale łzy nie płyną z zamarźniętych oczu. Nie wychodziłbym z pokoju hotelowego, ale zaczynają w nim grzać dopiero po 17.30. Udało się przynajmniej znaleźć lokal dogrzewany tradycyjną "kozą", chociaż lokalne towarzystwo i tak siedzi w kurtkach. Jesteśmy przynajmniej przekonani, że w Shangri-La nie będą nam dokuczać szczury - wszystkie musiały już dawno umrzeć z wyziębienia. Inną rzeczą, wartą w tym miejscu wspomnienia, jest pierwszy przełom rzeki Jangcy, zwany Rozpadliną czy też Wąwozem...