Tajpej - dzień trzeci i czwarty

Wczoraj pożegnaliśmy Hong Kong i przybyliśmy do Tajpej. Mieszkamy sobie w sympatycznym hoteliku na tyłach jednej z głównych świątyń w mieście, Longshan Si. Na szczęście wierni nie hałasują za bardzo i dają się wyspać. A serio, to widać, że świątynie na Tajwanie odwiedzane są przez rzesze wiernych, którzy palą kadzidełka, czytają święte teksty, modlą się i wróżą (rozbudowany system z rzucaniem drewnianymi klockami, losowaniem deszczułek i wyciąganiem stosownej, pisanej wróżby z licznych szufladek). Nie jest to na pewno przykurzona turystyczna atrakcja, jak niektóre świątynie w Chinach.


Tego samego dnia, korzystając z ładnej pogody, poszliśmy na nocny targ, również niedaleko naszego miejsca zamieszkania - Guangzhou Street Night Market. Może nie tak efektowny, jak inne nocne targi Tajpej, ale wyróżnia się tradycyjnym charakterem i lokalnym kolorytem. Mam nadzieję, że zdjęcia choć trochę oddają jego atmosferę.





Dziś natomiast zrobiliśmy sobie głównie tour po tajpejskich świątyniach w historycznych okolicach Wanhua i Ximending, od Longshan Si, poprzez kameralną, XVIII-wieczną Qingshui Miao, nietypową, bo aż trzy poziomową Qing Shan Gong, a na ukrytej w bramie Tianhou Gong skończywszy.



Zaskakująco dobrze (i w większości dwujęzyczne) zrobiona jest też wystawa o dawnym życiu w dzielnicy Wanhua, zlokalizowana w pozostałościach Qingowskiej i wczesnojapońskiej zabudowy miejskiej, znanej jako Bopiliao Historical Block. Zajrzeliśmy tam trochę od niechcenia, by w końcu spędzić w środku ponad godzinę.



Na granicy Wanhua i Ximending (umownie, bo administracyjnie Ximending jest częścią tej samej dzielnicy) warty odwiedzenia jest także Red House. Po pierwsze jest to też dobrze zachowany, ciekawy architektonicznie kawałek starej architektury Taipei (niestety trwał remont i fasada była zasłonięta, więc nie ma zdjęć).  Po drugie, poza byciem ostoją lokalnej sceny gejowskiej, z czym wcale się zresztą nie kryje, powiewający tęczowymi flagami i niedwuznacznymi plakatami imprez, hm, towarzyskich, mieści w sobie halę pełną małych, niezależnych butików młodych tajwańskich designerów - od ubrań po ręcznie robioną biżuterię. Po trzecie, od tego miejsca zaczyna się sam Ximending, dzielnica-deptak, pełna sklepów (w tym sklepów dla otaku, graczy i cosplayerów), kawiarni i restauracji, przyciągająca w dużej mierze młodych Tajwańczyków i turystów. Miejsce emanuje pozytywną energią i pewnie jeszcze tam wrócimy.

 


Komentarze

Anonimowy pisze…
Czekamy z utęsknieniem na dalsze info.
Pozdrawiamy,
Kretyni z Krety

Popularne posty z tego bloga

Hong Kong - dzień pierwszy

The plot is gaining steam...

Makao - dzień drugi