Na wstępie wyjaśnię, że nie da się w Korei wybrać ot tak, na wycieczkę. Informacja o planowanym wyjeździe (i jego celu) musi być złożona do władz i musi zyskać oficjalną akceptację. Potem już z górki, co najmniej dwóch opiekunów (pilnują wszak nie tylko was, ale i siebie nawzajem) i podróż można zacząć. Nie pamiętam z 2006 roku żadnych znaków na drogach, ale nie były one zasadniczo potrzebne. Jeśli trzeba było gdzieś skręcić już czekał tam samochód z panami, którzy wskazywali właściwą drogę. Nie sposób się zgubić...
 |
Tak, do wsi prowadzi droga ze szlabanem i wartownikiem... |
 |
Wszędzie można znaleźć propagandowe hasła - nawet wyryte na skalnych skałach (nie ma skali, ale ta napisy są naprawdę wysoko i znacznie większe niż człowiek) |
 |
Puste, czyste plaże (na szczęście bez zasieków, bo i takie widzieliśmy) |
 |
Spotkać tu można głównie turystów z Korei Południowej, którzy za naprawdę duże pieniądze mogą przyjechać na dwa dni, pochodzić po górach i spędzić pewnie najkosztowniejszą noc w swoim życiu (chyba, że akurat jest kryzys i ruch turystyczny jest zawieszony) |
 |
Wybrzeże w okolicy Gór Diamentowych (tzw. Morski Kŭmgang) |
 |
Skorupiaki, pajęczaki i inne owady to jedyne zwierzęta jakie spotkaliśmy w Korei |
 |
Panorama z grobowca. |
 |
Całkiem nowoczesna (1994) piramida na miejscu grobowca Króla Tanguna. |
 |
Piękne krajobrazy koreańskie szpecą (z naszego, europejskiego punktu estetycznego) liczne figurki zwierząt w mniej lub bardziej naturalnych pozach... |
Komentarze